Dj Mitch

we like the music, we like the disco sound

30 maja 2012r. w Hotelu Jabłoń w Piszu zagrałem na imprezę dla IBM Polska. Ok 100 osób. Informatycy, głownie mężczyźni. Wydawać by się mogło, że nie będzie łatwo a tu tymczasem miła niespodzianka. Panowie na parkiecie pojawiali się ochoczo i arabskie akcenty muzyczne zupełnie im w tańcu nie przeszkadzały. Niewątpliwy wpływ na dobrą atmosferę miał prowadzący Maciej Bielecki z agencji MB, pokazy tańców arabskich wykonywane przez rewelacyjne dziewczyny z Rada Dance Art oraz gość specjalny Gin Alif, który łączy talenty "człowieka gumy" z fakirskimi zdolnościami połykania ognia, tańca na tłuczonym szkle czy wreszcie widowiskowego strzelania z łuku nogami. Gin Alif jak zawsze pojawił się z przedstawicielami swojej menażerii. Tym razem można było bliżej się zapoznać z olbrzymim bazyliszkiem oraz kilkumetrowym boa dusicielem, który nie miał zamiaru nikogo dusić i chętnie pozował do fotografii z uczestnikami imprezy.

 

29 maja w Hotelu Neptun w Juracie zagrałem imprezę dla członków Krajowej Izby Gospodarczej. Uczestnicy imprezy na parkiecie pojawiali się głównie podczas wolnych piosenek. Najlepiej sprawdzały się polskie przeboje lat 60 i 70 - Czerwone Gitary, Niemen, Szczepanik, Laskowski itp. Pomimo, iż większość czasu imprezy upłynęła uczestnikom na biesiadowaniu przy stołach, na zakończenie organizatorzy podziękowali mi za bardzo dobry dobór repertuaru.

Zdarzyło mi się już kilkakrotnie gościć w Łęgowie, jednak zawsze na sali zielonej. Po raz pierwsazy zagrałem wesele na sali japońskiej i zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Dobra akustyka oraz przemyślane rozmieszczenie sceny, parkietu a nawet gniazdek energii akustycznej powodują, że przyjemnie się tam pracuje. Goście Aleksandry i Łukasza również dopisali a ponieważ nie było to moje pierwsze spotkanie weselne z rodziną panny młodej to od pierwszych chwil panowała lużna atmosfera. Szczególne pozdrowienia należą się panu Henrykowi, który drużynę przy swoim stoliku nazwał "Hyży Rój". Takiego psikusa konferansjerowi mógł zrobić tylko wieloletni dziennikarz.

 

Villa Eva to pełne uroku kameralne miejsce o bardzo wysokim standardzie. Przestronna jasna sala z wyjściem do ogrodu z przepięknie kwitnącą tego dnia jabłonią już na początku wprawiła gości w miły nastrój. Szef kuchni zadbał o wykwintne menu a profesjonalna obsługa dopełniła reszty. Do tańca nikogo nie trzeba było namawiać. Mimo sporej ilości młodych ludzi na parkiecie rządziły lata 60 i 70. 

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterdzisiaj134
mod_vvisit_counterwczoraj201
mod_vvisit_counterw tym tygodniu134
mod_vvisit_counterw zeszłym tygodniu1014
mod_vvisit_counterw tym miesiącu4379
mod_vvisit_counterw zeszłym miesiącu5048
mod_vvisit_counterod początku267375

stat4u